Góry Orlickie, Orlica, torfowisko pod Zieleńcem

Góry Orlickie tylko w maleńkiej części leżą na terenie Polski, w przeważającej w Czechach. Tam znajduje się także ich najwyższy szczyt – Wielka Desztna. W polskiej części gór najwyższa jest Orlica (zresztą przebiega przez nią granica), która jest także szczytem koronnym Korony Gór Polski.

Góry Orlickie znajdziecie na południe od drogi nr 8 łączącej Duszniki-Zdrój z Lewinem Kłodzkim i na zachód od Gór Bystrzyckich. Patrząc na mapę nasuwa się wniosek, że są schowane za Bystrzyckimi.

Tamta część Polski jest nie tylko mniej zaludniona, ale także stosunkowo mało zadeptana przez turystów. W tych górach znajdziecie więc ciszę, niemal puste szlaki (wiele z nich jest szerokich, przygotowanych pod biegówki) nadające się także na rower i sporo strumieni. Szlak poprowadzi Was przez las, głównie iglasty.

Od polskiej strony na Orlicę prowadzi tylko jeden szlak – zielony. Wybraliśmy się nim z Zieleńca, a następnie zrobiliśmy kółeczko po okolicy idąc częściowo ścieżkami, a częściowo szlakami: czerwonym, niebieskim (Widlastą Drogą) i zielonym (przez torfowisko pod Zieleńcem). W ten sposób przeszliśmy się po dwóch pasmach górskich: Górach Orlickich i Bystrzyckich. Spodziewałam się, że góry położone tak blisko siebie, będą bardzo podobne. Ale tak nie jest. Widoki na szlaku zaskoczyły mnie wielokrotnie.

Zazwyczaj podróżując z jednej strony oczekujemy nowości, a z drugiej szukamy podobieństw do miejsc już nam znanych. Z polskimi Górami Orlickimi i tą częścią Bystrzyckich jest tak, że jak już uda nam się stwierdzić, że są podobne do…. Karkonoszy, Kamiennych, Orlickie do Bystrzyckich i na odwrót itp. to za kolejnym zakrętem okazuje się, że wcale nie, że jednak bardziej przypominają inne góry.

Jak już pisałam, na zielony szlak weszliśmy koło Zieleńca, który przywitał nas w większości zamkniętymi pensjonatami i wypożyczalniami nart oraz przepięknymi łąkami, ukwieconymi głównie łubinem. Aby nie iść wzdłuż szosy, poszliśmy ścieżką przez stok, z którego rozpościerał się wspaniały widok na Zieleniec i oba pasma górskie. Po wdrapaniu się na górkę i odnalezieniu szlaku, poszliśmy szeroką ścieżką po terenie o niewielkim nachyleniu. Do Orlicy dotarliśmy dość szybko. Przy szlaku zobaczyliśmy drewnianą wiatę. W tym miejscu należy skręcić na wąską ścieżkę (oznaczoną), którą dojdziemy na szczyt.

A sam szczyt? No cóż. Chyba należałoby nostalgicznie powiedzieć, że kiedyś to bywało lepiej. Takie dłuższe kiedyś, niż za pamięci turystów 😉 kiedy to z Orlicy można było podziwiać piękny widok dzięki platformom widokowym. Pierwszą z nich wybudowano już w 1779 r. W kolejnych latach powstała piękna „Droga ku szczęściu” prowadząca z Dusznik-Zdroju, schronisko, punkt widokowy i wieża. A ponieważ same Duszniki były znanym uzdrowiskiem, więc także na Orlicy bywało sporo ludzi. Wizytę trzech z nich na szczycie góry upamiętnia dziś pomnik z 2012 r. Otóż, Orlicę – poza nami 🙂 – zdobyli m.in. John Quincy Adams w 1800 r. – późniejszy prezydent USA, cesarz Józef II w 1779 r. oraz Fryderyk Chopin w 1826 r. Poza pomnikiem na szczycie znajdziecie słupek z nazwą wierzchołka, trochę kamieni, krzewów i drzew. Widoków brak. Są jednak nadzieje na to, że w przyszłości Orlica znów będzie ściągać więcej turystów. Od 2017 r. w planach jest wybudowanie na szczycie ponad 25-metrowej wieży.

Z Orlicy zeszliśmy do Bystrzycy Dusznickiej idąc najpierw zielonym szlakiem, później ścieżkami, czerwonym i znowu ścieżkami. Cała trasa prowadziła właściwie szerokimi leśnymi drogami, czasem zboczem gór, czasem wąwozem, między dość stromymi stokami. Bystrzyca Dusznicka to rzeka rozdzielająca Góry Orlickie od Bystrzyckich. Przechodząc mostkiem weszliśmy więc na teren innych Gór, a kawałek dalej na niebieski szlak, z którego później skręciliśmy na zielony, prowadzący z powrotem do Zieleńca.

Góry Bystrzyckie okazały się w tej części inne niż podczas wędrówki na Jagodną, którą opisałam tutaj. Nie były jakoś szczególnie wymagające, ale końcowym podejściem do Zieleńca, w upalny dzień można się było zmęczyć. Na szerokim szlaku było pusto. W stoki czasem powtykane były skałki, czasem gęsto porastało je runo. Po drodze mijaliśmy sporo strumieni o ciekawych korytach „wyłożonych” skałkami, których żaden aparat nie jest w stanie uchwycić. To po prostu trzeba zobaczyć.

Po drodze mijaliśmy wąwozy, niektóre dość głębokie, przypominające trochę Wąwóz Myśliborski; czasem z lasu wychodziliśmy na urocze łąki i polany, pełne kwiatów i czerwonych poziomek. Na jednej z nich pasły się konie. W upalny dzień miło też było schłodzić się zimną wodą w górskich strumieniach, wdychając zapach nadrzecznych roślin.

Pod koniec wędrówki przechodziliśmy przez Torfowisko pod Zieleńcem. Mimo, że zwiedzającym udostępniono jedynie niezbyt długą trasę (przede wszystkim z uwagi trudności w wytyczeniu przejścia przez bagienny teren), to polecam zobaczyć to unikatowe miejsce. W wielkim skrócie fakty wyglądają tak: torfowisko powstało po ostatnim zlodowaceniu, według szacunków 7.600 lat temu; barwi wypływające strumienie na brunatno; poza różnymi rodzajami traw, rośnie tam m.in. sosna błotna, kosodrzewina, brzoza karłowata, wełnianka i rosiczka; możemy je podziwiać spacerując po kładkach, w specjalny sposób zbudowanej drodze i z wieży widokowej. Nie zaleca się łażenia po topielisku, nawet osobom o mentalności: „Polak potrafi”, „co, ja nie dam rady” 😉

Zdecydowanie polecam zdobyć tę Koronę Gór Polski poza sezonem narciarskim. Nie tylko dlatego, że nie ma wtedy problemów z parkingiem 🙂

Aaa, pieczątkę można przybić w schronisku Orlica w Zieleńcu, albo w jednym z czynnych przez cały rok pensjonacie np. Szarotce.

A na koniec trochę fotek z trasy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *